Gdy rodzice śpią…
Na dworze było już ciemno. Na niebie świecił ogromny księżyc, wlewając do pokoju odrobinę białej poświaty. Oprócz księżyca na niebie mrugały miliony gwiazd, niczym świetlne zastępy aniołów. Przyszedł do niej, kiedy rodzice już spali. Wybrał dobry moment. Zamiast wejść drzwiami, oczywiście wybrał okno. Nie mógł ryzykować, że zbudzi jej rodziców. Przecież chciał sobie pobzykać. Zaczął ją całować. I to bardzo konkretnie. Jej spodobała się jego praca językiem, dlatego sprowadziła go niżej, żeby wylizał jej cipkę. Potem zaczęli się ostro dymać. Starał się nie jęczeć głośno. Rodzice ciągle smacznie spali.
